Siedziałam na ławce w parku,
Podziwiałam piękny nocą Kraków.
Nie chciałam wracać do domu,
spokój i cisza mnie trzymały.
Mogłam im się zwierzyć jak nikomu.
Nawet ptaszki nie śpiewały, bo pewnie już spały.
Patrzyłam jak krople deszczu spadały koło mnie,
Nagle znikąd zapaliły się pochodnie.
Czułam się jak w innym miejscu, ale tym samym,
rozejrzałam się, wszystko było jak w roku starym.
Sto pięćdziesiąt lat wcześniej.
Chciałam się przejść koniecznie, skorzystać z okazji, bo pewnie się nie powtórzy.
Zastanawiałam się czy mi się to wydaje,
że może to sen mnie znużył.
Ale postanowiłam iść, gdy los szanse daje,
bo zobaczyć coś, chociażby nieprawdziwe.
Więc udałam się na przechadzkę leniwie.
Zobaczyłam młodego mężczyznę w marynarce,
Siedział smutny na ławce.
W ręce trzymał list, stanęłam przed nim,
żeby przyjrzeć się mu bliżej, opadał z sił.
Policzki miał mokre od łez,
zrozumiałam, że szuka miejsca gdzieś,
gdzie mógłby pobyć sam, bez nikogo.
Ten park, to było to miejsce chwilowo.
Usiadłam koło niego, nie widział mnie na szczęście.
Przeczytałam list, który trzymał w ręce.
"Zostałeś, kiedy Cię zraniłam,
Zostałeś, kiedy Cię odcięłam,
Zostałeś, chociaż wiedziałeś, że po nocach szlocham,
Zostałeś, bo wiedziałeś, że Cię kocham.
Teraz odchodzę i chcę się pożegnać.
Możesz się czasem za mnie przeżegnać.
I proszę pamiętaj o mnie,
Kiedy już będę po drugiej stronie.
Walczyłam do końca,
Ale jednak przegrałam,
Bo źle jest, gdy śmierć się wtrąca,
Ważne, by wytrwać do końca."
Pod spodem słowa: "Przepraszam.Żegnaj.Nie umiem inaczej."
Na dole podpis Twoja na Zawsze .
Złożył kartkę, przytrzymał przy sercu, wyjął broń.
Przyłożył do głowy, strzelił w skroń.
Pojawił się duch dziewczyny, poszedł na nią.
Oni byli już razem na zawsze.
A ja siedziałam znów na tamtej ławce.
--------------------------------------
Po długim czasie postanowiłam coś wstawić... Nie mogłam nic napisać, więc wstawiam moją pracę na polski ;d Zapraszam do komentowania! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz